IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Przedział Aify

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aifa Larroca


avatar
Liczba postów : 63
Join date : 05/05/2012

PisanieTemat: Przedział Aify   Pią Cze 15, 2012 3:37 pm

***

_________________
Everybody's got a dark side
Will you love me?
Even with my dark side?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
Admin

avatar
Liczba postów : 185
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Przedział Aify   Sro Cze 20, 2012 5:49 pm


















Wiedziała, że już długo nie da rady uśmiechać się i udawać, że wszystko jest w porządku, więc gdy tylko wprowadzono ją do pociągu poprosiła avokse- starszą kobietę o ciemnych włosach i jeszcze ciemniejszych oczach, by zaprowadziła ją do jej przedziału. Wiedziała, że w oczach ma łzy, dlatego nawet nie spojrzała na przyjaciół, ale czuła ich wzrok na sobie, gdy oddalała się za avoksą.

Zaraz po znalezieniu się w przedziale i zamknięciu drzwi rzuciła się na łóżko i zalała się łzami. Wszystko, co się działo od momentu, gdy jej imię zostało wylosowane prawie do niej nie docierało. Teraz, gdy leżała w Expressie wiozącym ją na śmierć starała sobie wszystko poukładać w głowie. Pamięta wyraz twarzy swoich znajomych, przyjaciół i rodziny, gdy wychodziła na scenę. Całe jej życie runęło w ciągu kilku sekund. Z tego, co pamięta do Igrzysk jeszcze nigdy nie wylosowano dzieci należących do rodzin rządzących dystryktami, ale przecież zawsze musi być ten pierwszy raz. Stojąc na scenie i uśmiechając się do kamer obserwowała dalszy przebieg wydarzeń. I wtedy wszystko posypało się jeszcze bardziej, gdy na trybuta zgłosił Othar. I chodź na początku miała jeszcze niewielką nadzieję na wygraną, teraz już wiedziała, że nie wróci do domu. Bo niby jak miałaby zabić przyjaciela? Nawet, jeśli przez ostatnie kilka lat udawali, że się nie znają to przecież on wciąż był dla niej kimś ważnym. Nienawidziła go za to, że się zgłosił i nie rozumiała, dlaczego to zrobił.

Minęło już kilkanaście minut od momentu, kiedy weszła do pociągu a łzy nie przestawały płynąć, zaczynała ją boleć głowa i miała ochotę umrzeć już teraz.
Właśnie dlatego Annie nie cierpiała być mentorką. Wrażliwy charakter dziewczyny, nie pozwalał jej na spokojne obserwowanie nowych niczego niewinnych osób, spośród której jeden chłopak i jedna dziewczyna, jak co roku zostają wylosowani. Dwie osoby... Dwie osoby, z której jedna przy odrobinie większego szczęścia, będzie miała szansę wrócić do domu i żyć. Zawsze w takich momentach Annie z ledwością powstrzymywała się od napadu lęku. Myślami cofała się cztery lata wstecz. Przypominała sobie moment, w którym to właśnie ją, los wystawił do tej krwawej gry zwanej przez niektórych Igrzyskami. Bardzo często w snach, widziała zwiedzone twarze rodziców, sióstr i braci trybutów, oraz tych, którzy polegli w poprzednich latach. Przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. W tym roku miało być jeszcze gorzej, bo została wylosowana jej przyjaciółka - Aifa. Annie doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak dziewczyna się czuje. Obejmując się ramionami odeszła od reszty i udała się do przedziału Aify. Jak najciszej weszła do środka i zaraz się zatrzymała. Nie pomyślała o tym, że może przyjaciółka chce być sama. Zaraz jednak zmieniła zdanie, przypominając sobie własną samotną drogę do Kapitolu. Z widocznym wahaniem usiadła na krześle niedaleko łóżka. Nerwowo poruszała palcami to u jednej to u drugiej ręki.
- Aifa - mruknęła pod nosem, próbując zacząć rozmowę, lecz zaraz zrezygnowała. W tym momencie wydawało się jej, że powinna zachować się jak najlepsza przyjaciółka, która pozwoli się w ciszy wypłakać niż mentorka, którą co jak co, ale w tym momencie nie pragnęła być. W ogóle pragnęła, aby Igrzyska wcale nie były organizowane co roku. Ale kto by nie chciał?
Z głową pod poduszką prawie nie usłyszała, gdy do przedziału weszła Annie. Aifa znała ją jeszcze zanim zostały sąsiadkami i mimo iż nie były wtedy blisko szkoda jej było koleżanki, bo nikt nie dawał jej szans na powrót, nawet ona- była zbyt wrażliwa i delikatna. Wiele razy rozmawiały o tym, jakie bycie mentorem jest dla niej trudne, dlatego Aifa dobrze wiedziała, że teraz musi się wziąć w garść, pyzatym chyba wypłakała zapas łez na najbliższy rok. Otarła łzy i usiadła na łóżku.
-Dziękuje, że tu jesteś- powiedziała ściszonym i zachrypniętym głosem, naprawdę się cieszyła, że do Capitolu jedzie w towarzystwie przyjaciół, nie chciałaby być teraz sama. – Chyba nie obejrzałam relacji z pozostałych Dystryktów, nie znam moich przeciwników- spróbowała się zaśmiać, lecz niezbyt jej to wyszło.
-Tyle razy opowiadaliście mi o tym i pomimo tego, że gdzieś tam zdawałam sobie sprawę, że w tym roku to mogę być ja... – przerwała na chwilę nie do końca wiedząc, co chce powiedzieć- czuje się oszołomiona tym wszystkim, nie dociera do mnie to, co się dzieje, ciągle nie mogę uwierzyć, że to prawda- z oczu popłynęła jej łza, ale szybko znikła w chusteczce- Wiesz, że nie mam szans wygrać, prawda?
Być może to dziwne, jednak Cresta przez ułamek sekundy zastanawiała się, jaka atmosfera panuje w czwartym dystrykcie. Oczywistym było, że nikomu nie jest do śmiechu. Zawsze o tej porze nie było. Dziewiętnastolatka była tylko ciekaw, tego co się tam teraz dzieje. Przecież Aifa jest córką zwycięzcy i burmistrza w jednym, a to już powód, aby wystąpiła gwałtowniejsza reakcja. Annie to coś nie pasowało. Doszły ją słuchy, że w innych dystryktach były podobne sytuacje. Niby czysty przypadek. Lecz czy na pewno? Mniejsza już o to, choć raz od kilkunastu lat chciała spędzić czas Igrzysk ze swoim ojcem. Doskonale wiedziała, że to nie jest dla niego najłatwiejszy czas. Czy wymagała zbyt wiele? Najwidoczniej tak. Oceniając reakcję tegorocznej trybuntki, Annie była zadowolona ze swojej decyzji, aby przyjść do jej przedziału. Dziewczyna uśmiechnęła się łagodnie i odgarnęła z twarzy niesforne kosmyki włosów.
- Ponoć z piątki jest jakaś czternastolatka - dzieląc się tą wiadomością, lekko się skrzywiła. Gdy ona sama została wylosowana, miała niewiele więcej lat, lecz wystarczająco dużo szczęścia, żeby przeżyć na arenie. Jak będzie tym razem?
- Aifa - zaczęła poważnie. - Ja zaś wierzę w coś innego. Wierzę, że wygrasz te Igrzyska, mówię szczerze. Jesteś zdecydowanie lepiej przygotowana niż ja - zamilkła na dłuższą chwilę, wyczuwając nieprzyjemną atmosferę. - Mamy tajną broń. Przecież możemy przekonać Finnicka, aby podszepnął dobre słówko odpowiednim osobom - starała się zażartować, przypominając sobie początkową niechęć do Odaira.
Przez ostatnie minuty tak bardzo użalała się nad sobą, że nawet nie zastanawiała się jak muszą czuć się inni. Jej ojciec, który dobrze wiedział jak ciężko jej będzie, Annie i Finnick- jej przyjaciele, którzy mają za zadanie utrzymać ją przy życiu i na, których zostanie zwalona wina, gdy nie wróci. Zastanawiała się, co o tym myślą jej znajomi z Capitolu, czy teraz będzie już dla nich tylko kolejnym trybutem czy postarają się jej pomóc? Znała wielu mieszkańców Capitolu, kilka razy była w stolicy, wiedziała jak powinna się zachowywać i miała lubianych mentorów, więc o sponsorów się nie martwiła. Martwiło ją to, że jeśli wróci do domu to za cenę pozostałych 23 trybutów, że będzie musiała żyć z wyrzutami sumienia.
- Znam swoje szanse, ale ja chyba wolałabym umrzeć niż żyć ze świadomością, że oni wszyscy umarli przeze mnie… żebym ja mogła wrócić do domu.- głos jej się załamał, gdy przypomniała sobie o Otharze, który razem z nią trafił na arenę, wiedziała, że jeśli ona wróci to już nigdy go nie zobaczy, bała się również, że Annie i Finnick skupią się na ratowaniu jej, a jej byłego przyjaciela poślą na pewną śmierć.
-A, co z Otharem? Przecież nie możecie uratować nas oboje. Nie chcę nikogo zabijać. Nie chcę stać się potworem.- Pierwszy raz na głos wyznała to, czego obawiała się najbardziej. Wiedziała jak Igrzyska zmieniają ludzi, wiedziała jak zmieniły Annie, która ciągle jeszcze nie doszła do siebie, chociaż ona nie musiała nikogo zabijać- woda zrobiła to za nią. Czy jeśli stanie twarzą w twarz z ostatnim trybutem będzie w stanie rzucić się na niego i zrobić wszystko by tylko wrócić do domu? Czy byłaby w stanie zabić przyjaciela lub 12 letnie dziecko? Wątpiła w to, ale wiedziała, że podczas Igrzysk dzieją się różne rzeczy, a ludzie wariują, więc czy jeśli przeżyje i wróci do domu to nadal będzie ona?
Po raz kolejny chłopakiem targały zmartwienia. Teraz jednak było za późno by się wycofać. Już prawie zaczęła się gra. Gra o życie. Skrzywił się nieznacznie, spoglądając kątem oka na mijane przedziały. Kto wymyślił taką racz jak Igrzyska? A jaki debil sam się do nich zgłosił?! Zatrzymał się w bezruchu, wbijając spojrzenie w czubki swych butów. W co on się znowu wpakował? Zmartwi wszystkich, zasmuci. On już nie wróci z tych igrzysk. Wie, że nie wróci, już sam zdecydował o swoim losie. Sam podjął decyzję, bo sam decyduje o sobie. Uśmiechnął się ponuro, na myśl, że przynajmniej zrobi coś z własnej inicjatywy. Tylko czy to od razu musiało być coś takiego. Jego zamyślenia przerwał pewien obraz, który zobaczył kątem oka. Aifa... Czy to była ona? Musiała, przecież kto inny miałby być tutaj. Próbował dodać sobie radości, pokazać jej żeby się nie bała. On sam się bał... Miał wejść, pogadać z nią, przekazać coś. Jednak nie mógł. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa, stał nieruchomo, nie zdecydowany. Strach... W głowie zaczęło mu się kręcić.
Spojrzała na przyjaciółkę i szybko pożałowała tego, co powiedziała, widziała jak Annie bije się ze swoimi wspomnieniami. Chciała wstać i uciec jak najdalej stąd. Wiedziała, że niechcący uraziła przyjaciółkę. Może powie Annie, że musi wyjść do łazienki albo chce porozmawiać ze swoim stylistą? Nie wiedziała, co ma wymyślić by uciec ze swojego przedziału nie raniąc bardziej mentorki. W zamyśleniu zerknęła na uchylone drzwi i zapomniała o wszystkim. Na korytarzy stał Othar. Widziała go, nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Nie wiedziała, co czuje. Była wściekła. Nienawidziła go za to, że się zgłosił. Miała ochotę udusić go własnymi rękami tu i teraz. Ale z drugiej strony czuła przyjemne ciepło gdzieś w klatce piersiowej. Nie była sama i wreszcie po kilku latach udawania, że się nie znają będzie miała okazję z nim porozmawiać. Ciągle na niego patrzyła nie wiedząc, co powiedzieć. A może nie powinna nic mówić? Przecież to on przestał z nią rozmawiać i zakończył ich przyjaźń. Otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, lecz nagle zapomniała jak się mówi. Spojrzała na jego twarz, widziała na niej cień strachu i próbowała zrozumieć, dlaczego to zrobił. Dlaczego zgłosił się na trybuta?
Jego ciało przeszedł dreszcz. Zimny dreszcz... Może pod wpływem tego spojrzenia? Spojrzenia, którego tak dawno na sobie nie czuł. Nie wiedział czy bardziej bał się Igrzysk czy też Aify. Chciał wykonać jakiś ruch, krok w jej stronę, jednak bezskutecznie. Nadal lekko kręciło mu się w głowie, a ciało było jakieś... inne? Wzrok jego pozostawał wbity w ziemię, nie chciał nawet patrzeć w te oczy. Czubkiem buta przydepnął jakiś papierek walający się na ziemi, jakby to miało dodać mu odwagi. Niezbyt pomogło... Kąciki jego ust drgnęły, jakby na usta próbował wcisnąć się uśmiech. Iskierka radości, która tliła się gdzieś głęboko w jego sercu. W końcu odważył się unieść wzrok, spojrzeć jej prosto w oczy. Skinął głową, starając się ukazać radość z tego spotkania. Wchodzić? Nie wchodzić? Nie wiedział. Nie wiedział nawet co ze sobą począć. Cisza. Teraz to milczenie bolało go najbardziej. Powoli, z ostrożnością ściganego zwierzęcia, zbliżył się do drzwi przedziału. Posłał jej pytające spojrzenie. Uchylił lekko drzwi, nie posunął się jednak ani o krok. - Mogę wejść? - zapytał cicho. Jego wzrok ślizgał się po twarzy dziewczyny, tylko ją teraz dostrzegał.
Mimo iż widywała go prawie codziennie w szkole było to raczej obojętne i już przywykła do tego, że się nie odzywają. Teraz jednak było inaczej. Pierwszy raz od dawna naprawdę czuła, że On tu jest. Nie wiedziała, co powiedzieć, chciała żeby wszedł i z tym swoim uśmiechem, który tak dobrze pamiętała powiedział jej, że wszystko będzie dobrze. Jednak siedząc w pociągu wiozącym ją na śmierć czuła, że są sobie wyjątkowo obcy, mimo iż znają się od wielu lat.
-mhm… wejdź- chciała mu tyle powiedzieć, opowiedzieć o wszystkim co czuła i zadać mu miliony pytań, ale przecież już nie byli przyjaciółmi. Wciąż czuła walczące ze sobą emocje: miłość i nienawiść, złość i szczęście, nie wiedziała, które z nich są głębsze, a które tylko chwilowe. W tym momencie nic nie wiedziała, wszystko wydawało się być niezwykle odległe, a ona czuła się jakby dryfowała po oceanie daleko od życia.
-dlaczego to zrobiłeś?- miała tyle pytań, a w stanie była wypowiedzieć tylko to jedno. Dlaczego to zrobił? Dlaczego się zgłosił? To pytanie dręczyło ją od momentu, gdy wyszedł na scenę i uścisnął jej rękę. Tylko czy właśnie o to chciała spytać? Czy raczej chodziło o to, czemu ją opuścił kilka lat temu?
Przyglądał jej się w milczeniu, wbijając swoje ponure spojrzenie prosto w jej oczy. Mówić dokładnie co czuł, a może odpowiedzieć krótko? Bał się, tylko nie o siebie. Teraz nie wiedział, który strach jest głębszy. - Bałem się... - odparł, czując suchość w gardle. Suchość? Nie, to nie to słowo. Gardło paliło go żywym ogniem, a jego serce krwawiło. Zmrużył oczy, czując, że najchętniej by się teraz rozpłakał. Jego ręce drżały i choć starał się to opanować, nie mógł. Po prostu nie dał rady. To wszystko było ponad jego siły, ponad siły zwykłego chłopaka. Ale to była prawda, ostra i brutalna. Był tu i teraz, skazany na los, który sam sobie zgotował. Wsłuchiwał się w to milczenie, nie znośne milczenie. Ledwo powłócząc nogami wszedł do przedziału, siląc się na uśmiech. Jego nogi dłużej nie wytrzymały, osunął się na fotel, skrywając twarz między dłońmi. - Bałem się... - wyszeptał, choć nie wiedział czy ktokolwiek byłby zdolny to usłyszeć. Nie zostało mu wiele, chyba tylko się modlić. Wyprostował się, unosząc głowę i wbijając wzrok w okno. Nic więcej. Nic nie mógł wykrztusić. Bezsilność... Nienawidził tego słowa...
Na początku chciała na niego nakrzyczeć. Zgłosił się ze strachu? Nie… jakoś to jej nie przekonywało. Chciała kazać mu wyjść i nie pokazywać się jej więcej na oczy skoro nawet nie stać go na szczerą odpowiedź, ale coś w niej pękło gdy ujrzała jego smutne oczy. Nie wiedziała dlaczego to zrobił, ale wiedziała, że teraz tego żałuje. Może znał tego dzieciaka? Albo wiedział, że ma większe szanse on niego na arenie? Nie uzyskała swojej odpowiedzi, ale przestało ją to obchodzić. Wiedziała co on czuje, przecież sama spędziła ostatnie kilkadziesiąt minut rycząc w poduszkę, a potem wypłakując się przyjaciółce. Co prawda głowa ją strasznie bolała i czuła, że pozbyła się całej wody z organizmu czuła się trochę lepiej. Przynajmniej nie miała już łez, które mogłyby spływać jej z oczu. Ona miała przyjaciół, którzy ją wspierali. Othar był sam. Finnick na pewno wymienił z nim kilka zdań, starał się go pocieszyć, ale to była tylko pusta rozmowa dwóch nieznajomych.
-Capitol jest piękny- starała się skierować rozmowę na inny tor- mają tam szklane budynki i kolorowe ulice… i dużo kwiatów- uśmiechnęła się na wspomnienie Capitolińskich ulic, po których spacerowała nieraz z ojcem- myślę, że Ci się tam spodoba. I mają pyszne jedzenie.- milknie na chwilę spoglądając na starego przyjaciela- Skoro mam za niedługo umrzeć- głos jej się zawiesza- chciałabym cieszyć się każdą chwilą, która mi pozostała.
Skierował wzrok na nią, teraz było w nim coś innego. Pewność... Dużo pewności. - Nie możesz umrzeć, nie wolno Ci - powiedział, siląc się na spokój, trzymając ton głosu, który miał przekonać ją i jego samego. - Wolałbym być to ty się tam dostała - powiedział. Uśmiechnął się lekko, jakby to miało cokolwiek zmienić. Jakby to miało pomóc. - skoro jestem tutaj, blisko, mam zamiar uczynić wszystko być mogła zaznać spokoju - mówił spokojnie, choć dało się wyłapać, że jego głos drży. On cały drżał, niczym osika na wietrze. Jednak jak nie bać się czegoś, co niebawem może ich spotkać? Coś co jest tak blisko. Byle nie bolało, powiedział sobie w myślach. Jego ciało było teraz niezdatne do użytku, nie mógł się ruszać. Nie wiedział teraz gdzie jest, ani co się dzieje. W jego głowie panowała pustka. Przerażająca pustka.
-A jak Twoim zdaniem mam przeżyć?- mówiła cicho oszołomiona słowami, które przed chwilą wypowiedział, lecz w jej głosie dało się słyszeć złość. Miała już dość tych wahań nastroju, na dodatek ból głowy stawał się nie do zniesienia.- Może i miałam szanse wygrać, gdybym schowała się gdzieś i zabiła ostatniego trybuta- do oczu napływają jej łzy- może nawet byłabym w stanie zabić te wszystkie niewinne dzieci- myślała, że już całkowicie się odwodniła i nic nie wyciśnie jej tych ostatnich kropli z oczu-, ale nigdy bym nie potrafiła zabić ciebie- kilka dużych łez spłynęło jej po policzku, miała dosyć swojej słabości i bólu, który czuła od momentu, gdy wylosowano karteczkę z jej imieniem- Załóżmy, że zawrzemy sojusz i wspólnymi siłami dotrwamy do końca, zostaniemy tylko my. Ty i ja.- zamilkła na chwilę by znów się nie rozpłakać- Prościej by było gdybyśmy już od teraz zaczęli traktować się, jako wrogowie i mieli nadzieje, że jedno z nas szybko zostanie przez kogoś innego zabite.- po wypowiedzeniu tych słów dociera do niej, że ona wcale nie chce wygrać, chyba już nawet pogodziła się z tym, że nie wróci do domu.
-Ja nie chce wygrać. Nie chce wrócić do domu ze świadomością, że przeżyłam kosztem Twojego życia i życia 22 innych trybutów.- zaśmiała się smutno- Nienawidzę Cię za to, że się zgłosiłeś.- wypowiedzenie tych słów sprawiło jej straszliwy ból, ale to nie jej wina, że właśnie tak czuła.
Opuścił głowę, nisko. W jego głowie układał się niedawno prymitywny by zostać do końca, a potem zabić się, dają przyjaciółce szanse na wygraną. - Jeśli mam być szczery, to też siebie nienawidzę, jednak gdybyś ty tam zginęła, to nie potrafiłbym długo żyć - wyszeptał. Jego głos był cichy, ledwo słyszalny. Było jeszcze coś co dodawało tej sytuacji pozytywizmu. O tyle o ile się przynajmniej dało. - Nie martw się, nie robię tego tylko dla ciebie. Jeśli zginę moja rodzina dostanie trochę pieniędzy, może ojciec będzie mógł wziąć urlop, odpocząć. Za pewne nawet gdybyśmy oboje pracowali dzień i noc nie zarobilibyśmy więcej. I siostra będzie mogła odpocząć od mojego towarzystwa, bardzo długo nawet - mówił. Uśmiechnął się, niby wesoło, chociaż do oczu napływały mu łzy. Gorzkie łzy, które pochodziły z czystego bólu, jaki może odczuwać człowiek w tak ciężkiej sytuacji. - Ja nie mógłbym żyć bez ciebie, byłaś jedną z niewielu moich bliskich. A twoja rodzina Cię potrzebuje. Wiesz jak czuliby się twoi rodzice bez ciebie? Jesteście naprawdę zżyci, nie to co u mnie w domu - dodał.
Powoli docierało do niej, co mówił, chociaż potrzebowała czasu na przetrawienie jego słów. Zgłosił się na pewną śmierć. Ona cały czas zastanawiała się, jakie ma szanse wygrać, on natomiast zgłosił się by z własnej woli umrzeć. Słyszała ogłoszenie Prezydenta o tym, że rodziny zabitych w 74 Igrzyskach dostaną odszkodowanie, ale nie sądziła, że ktoś zechce umrzeć za te pieniądze. Z drugiej strony jej rodzinie nigdy nie brakowało pieniędzy, ale wiedziała, w jakich warunkach żyją inne rodziny i dla nich te pieniądze naprawdę wiele znaczyła. Ale to nie znaczy, że od razu trzeba się zgłaszać na trybuta. Nie potrafiła tego zrozumieć. Poza tym powiedział, że zrobił to dla niej- ta wiadomość naprawdę ją zdenerwowała… a może zdołowała. Czuła się winna tego, że on tu jest i nie potrafiła sobie z tym uczuciem poradzić.
-Jest również wiele osób, które Ciebie potrzebują- wyszeptała w pustkę, którą czuła wokół siebie. Spojrzała na niego i jak zwykle widziała w nim tego samego chłopca, którego poznała kilka lat temu. W tej chwili gotowa była oddać wszystko by wrócić do tamtych lat i znów móc żyć nie przejmując się życiem.
-Othar?- Spojrzała na niego i delikatnie się uśmiechnęła- Jak myślisz, w co nas ubiorą nasi styliści na paradę?- Przyjazd trybutów do Capitolu uwieczniony był paradą, podczas której wszyscy, trybuci wcześniej przygotowani przez swoich stylistów i ubrani w stroje kojarzące się z ich Dystryktem przejadą ulicami stolicy, by sponsorzy mogli już zacząć szukać swoich faworytów. – W zeszłym roku trybuci z czwórki byli przebrani za homary.- Uśmiechnęła się na to wspomnienie- mam nadzieje, że nie skończymy, jako ryby.- z całych Igrzysk najbardziel lubiła parady, z tymi śmiesznymi strojami i wywiady, może to głupie, ale nie mogła się doczekać swojego ubrania- od zawsze miała słabość do pięknych strojów. Z drugiej strony starała się rozluźnić atmosferę i zmienić temat.
Uśmiechnął się ciepło, poczuł się dużo lepiej. Nawet teraz... Teraz był już zupełnie spokojny, nic go nie martwiło. Zawsze rozmawiając z Aifą czuł się tak beztrosko. Odchylił głowę do tyłu, wpijając swoje spojrzenie w sufit.
- Masz coś przeciwko homarom? - spytał pół żartem. Splótł ręce razem i wyprostował się energicznie, wsłuchując się w cichy trzask kości. Z zaciekawieniem wpatrywał się w krajobraz za oknem, w końcu to jednak jakaś odmiana. Od codziennej szarości... Nie mógł odgonić od siebie myśli, że nawet jak tam zginie, to będzie... ciekawie. To zawsze jakaś przygoda, zabójcza, ale przygoda.
- Szczerze mówiąc, to nic nie przychodzi mi do głowy. A tobie co kojarzy się w naszym dystryktem - spytał. Czuł się tu jakoś nieswojo, ale w końcu był w zupełnie obcym miejscu. Nie mógł jednak odgonić od sobie ponurych myśli, które napawały go wielkim strachem. Jego ręce drżały, w głowie panował zamęt. I to dziwne osłabienie... Do gardła podchodziła mu ogromna gula. To właśnie tak stres działa na ludzi? Nigdy jeszcze nie miał okazji się przekonać, w końcu w jego życiu nie działo się za wiele. Uparcie próbował przypomnieć sobie, jacy ludzie zostali trybutami innych dystryktów, jednak w obecnym stanie było to na nic. Miał jakieś złe przeczucie, czuł, że wydarzy się coś... A może tylko mu się zdawało.
Nie musiała się długo zastanawiać, bo chyba od zawsze miała w głowie wymarzone kreacje, widziała siebie w błękitnej lekkiej sukience, która przy każdym jej ruchu by falowała niczym ocean, widziała siebie w złotej sukni z łusek pewnej ryby, która jest niezwykle rzadko spotykana i piękna. Wyobrażała też sobie siebie, jako syrenę z kolorową płetwą zamiast nóg i naszyjniku z muszelek, ale na ceremonię otwarcia potrzebowała czegoś wyjątkowego. Nie chciała wyglądać pięknie i uroczo jak złota rybka czy syrena, chciałaby ludzie widzieli w niej kogoś groźnego i nieprzewidywalnego jak ocean podczas sztormu, kogoś, kto wygra te igrzyska.
- Mojego ojca już podczas parady nazwano Posejdonem, co prawda nie wiem jak był ubrany, ale też chciałabym wyglądać jak królowa oceanów- uśmiechnęła się na myśl o założeniu korony z muszelek i koralu. Uwielbiała modę i miała słabość do pięknych strojów, więc gdy o tym mówiła nie potrafiła ukryć emocji.- Chciałabym wyglądać wyjątkowo i niebezpiecznie, żeby przeciwnicy już od początku się mnie bali.- Zamyśliła się na chwilę i dodała ściszonym głosem- I żeby wszyscy poznali, że jestem córką mojego ojca.
W zamyśleniu pokiwał głową, a jego oczy z zainteresowaniem wodziły po linii horyzontu, za oknem.
- Powinnaś wyglądać na pewną siebie, ale nie lekkomyślną - powiedział, a w jego głowie rodziły się kolejne myśli. Nie był to temat, który na długo mógłby go odciągnąć od... Nie, nie chciał o tym myśleć, choć nie miał wpływu. Czy był ktoś kto się nie bał? To musiałby być człowiek naprawdę głupi. W zamyśleniu gładził materiał z którego były wykonane jego spodnie.

/Brak weny/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://old-let-the-games-be.forums2u.com
Aifa Larroca


avatar
Liczba postów : 63
Join date : 05/05/2012

PisanieTemat: Re: Przedział Aify   Czw Cze 21, 2012 2:29 pm

- Sama bym mogła zaprojektować nam stroje, na pewno wyglądalibyśmy wyjątkowo- uśmiechnęła się myśląc o tym-, ale musimy wierzyć w naszych stylistów. Są zawodowcami na pewno będą wiedzieli, co z nami zrobić. Czwórce zazwyczaj trafiają się dobre załogi, od początku jesteśmy uznawani za faworytów tak jak jedynka i dwójka, dlatego każdy chce się nami zajmować.
To, co mówiła wcale jej się nie podobało, nigdy nie lubiła zawodowców, którzy traktowali innych jak śmieci i bez mrugnięcia okiem potrafili zabić. Ale prawdą było, że czwórka zazwyczaj należała do grupy zawodowców- to na pewno dawało im -a przynajmniej jednemu z nich- większe szanse przeżycia. Jedynka, dwójka i czwórka zawsze są ulubieńcami publiczności i przyciągają sponsorów. Przez myśl przemknęło jej jedno zdanie "Mogę wygrać”, ale szybko je odrzuciła... nie mogła wygrać, nie bez Othara.
W głębi duszy współczuła innym trybutom z słabszych dystryktów, którzy bardzo rzadko wygrywali i nikt nie chciał inwestować w nich swoich pieniędzy. Wszyscy wiedzieli, że na najgorszej pozycji jest Dystrykt 12, którego trybuci są wychudzeni i nic nie potrafią, w Capitolu mówili, że ludzie tam mieszkają w szałasach i jaskiniach, a jak chciała im powiedzieć, że to nie prawda nikt jej nie słuchał. Othar na pewno miał większe szanse na przeżycie, jako trybut Dystryktu 4 niż 12.
- Oglądałeś transmisje z pozostałych Dystryktów?- Spojrzała pytająco na Othara.- Myślisz, że tamci trybuci są lepsi od nas?

_________________
Everybody's got a dark side
Will you love me?
Even with my dark side?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Othar


avatar
Liczba postów : 5
Join date : 19/06/2012

PisanieTemat: Re: Przedział Aify   Pon Cze 25, 2012 4:54 pm

Wzruszył lekko ramionami. - Nigdy nie wiadomo kto skrywa asa w rękawie, więc według mnie wszyscy mamy równe szanse. Wygrana zależy tylko od głupiego szczęścia, które albo będzie przychylne albo nie. Równie dobrze toś kto był faworytem może mieć wypadek, potknąć się lub nie zauważyć pułapki. A może ktoś kogo nie posądzano o zwycięstwo będzie z tyłu i głupim fartem uniknie śmierci - odparł.
Los, teraz wszystko w jego rękach. Ale czy można zaufać czemuś czego nie widać i w co większość ludzi nie wierzy? Cóż, jeśli nie ma się wyboru, to chyba trzeba. Odchylił głowę do tyłu i zmrużył oczy. Westchnął cicho. - Najgorsze jest, że w tym świecie każdy musi zapłacić za to gdzie się urodził. Czasem pewnie wielu myśli o ucieczce - dodał, a z każdym słowem jego głos stawał się coraz cichszy, łamiący. Splótł dłonie razem, wpatrując się w końce swoich palców. Przez chwilę wydawało mu się, że im bliżej są, tym bardziej chce wygrać. Po prostu czuł, że boi się śmierci. Spojrzał znów na swoją towarzyszkę niedoli.
- Powinniśmy zawiązać jakąś... Hm... - zawahał się, czując, że z jego gardła nie wydobędzie się już żaden dźwięk. - Współprace. Jeśli któreś z nas będzie śmiertelnie ranne, to dopilnujmy by nie umierało w cierpieniach. Jeśli będzie dało się pomóc to... Pomagajmy sobie - zaproponował. To byłby chyba dobry pomysł, przynajmniej by uniknąć wyrzutów sumienia. Można będzie mieć świadomość, że próbowało się pomóc. Znów westchnął. Im bliżej był, tym bardziej się sobie dziwił. Miał wrażenie, że stał się innym człowiekiem. To go przerażało... Jeśli w decydującej chwili odważy się... zrobić krok ku zwycięstwu i porzucić swoja towarzyszkę. Co wtedy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aifa Larroca


avatar
Liczba postów : 63
Join date : 05/05/2012

PisanieTemat: Re: Przedział Aify   Sro Cze 27, 2012 11:09 am

Przez dłuższą chwilę zastanawiała się nad tym, co powiedział. „Najgorsze jest, że w tym świecie każdy musi zapłacić za to gdzie się urodził.” Ona urodziła się w Czwartym Dystrykcie, lecz już za kilka miesięcy miała być mieszkańcem Capitolu. Czy Igrzyska to cena, jaką się płaci za to, że się urodziło w Dystrykcie? Czemu niewinne dzieci po 74 latach wciąż muszą płacić za błędy przodków? To nie było sprawiedliwe, lecz ludzie byli zbyt przerażeni by to głośno przyznać. Ona też nie mogła. Zapewne cały pociąg był na podsłuchu. „Czasem pewnie wielu myśli o ucieczce”- czy oni też mogliby uciec? Wyskoczyć z pociągu i pobiec daleko przed siebie, z dala od Capitolu i Prezydenta Snowa? Oczywiście, że nie mogli. Pociąg był szczerzony, nie wiedzieli gdzie uciekać, a nawet gdyby im się to udało przez ich ucieczkę zginęliby wszyscy, których znają.
-Sojusz?- Cały czas myślała, co ma zrobić jak już znajdzie się na arenie i wiele razy na minutę rozważała zawrzenie sojuszu z Otharem. Miałaby przy sobie przyjaciela, nie byłaby sama, razem byłoby im łatwiej. Bardzo tego chciała, ale potem widziała ich dwoje stojących naprzeciwko siebie z wyciągniętą bronią. Są dobrzy, silni, sprytni i mają niezłą kondycje, oboje umieją się posługiwać bronią. Razem mogą dojść do końca i to ją najbardziej przerażało. Co się stanie, gdy zostaną już tylko oni i jedno z nich będzie musiało zginąć?
-Nie, już o tym myślałam i chyba wolę działać na własną rękę.- Nie miała zamiaru zdradzać mu swoich uczuć ani tłumaczyć, czego się boi. –Ale Ciebie na pewno przyjmą zawodowcy. Z nimi będziesz miał większe szanse wygrać.

_________________
Everybody's got a dark side
Will you love me?
Even with my dark side?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Othar


avatar
Liczba postów : 5
Join date : 19/06/2012

PisanieTemat: Re: Przedział Aify   Sro Cze 27, 2012 4:06 pm

Wzruszył lekko ramionami, ukrywając to, że poczuł się lekko zawiedziony. Znając jednak szczęście jedno z nich zginie zanim dojdą do finału. Szczęście? Nie, to nie byłoby odpowiednie określenie...
Uśmiechał się blado, by ukryć zakłopotanie. Cóż innego mu pozostało? Tylko czekać i nie narobić sobie kłopotów. - Szczerze mówiąc nie chce się do nikogo przyłączać. Wolę nie poznać bliżej ludzi, których być może będę musiał... - ostatnie, brakujące słowo zamarło mu w piersi. Nie był zdolny go wymówić, gdy tylko spróbował jego gardło objął piekielny ból. Nie, nie było to typowe odczucie wywołane zranieniem, bardziej trudna do opisania melancholia. Żal do świata, do ludzi i do samego siebie. Bardziej do samego siebie. Miał ochotę zabić się na miejscu, wyskoczyć z pociągu czy nawet własnoręcznie się udusić. Wszystko, byle tylko to skończyć... Tak czuł się w środku duszy. Na zewnątrz pozostawał jednak nie wzruszony. Zabójca, pomyślał, jak zabójca. Jego twarz przybrała zimny wyraz, w oczach przysłoniętych kilkoma niesfornymi lokami, pojawiło się wahanie. Czy byłby gotów zabić kogoś dla własnej korzyści? Byłby?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aifa Larroca


avatar
Liczba postów : 63
Join date : 05/05/2012

PisanieTemat: Re: Przedział Aify   Sro Cze 27, 2012 5:30 pm

-Czuje podobnie. Samo myślenie o tym, że miałabym kogoś zabić mnie przeraża. Najgorsze jest to, że pewnie będę musiała to zrobić i to nie raz.- Starała się być silna, lecz jej głos się załamał. Wzięła głęboki wdech i policzyła do dziesięciu, robiła tak od dziecka by nie stracić panowania, w ten sposób się wyciszała.- Dlatego lepiej będzie, jeśli będziemy się trzymać od siebie z daleka.- „Żebyśmy nie musieli się nawzajem pozabijać” chciała dodać, lecz w porę ugryzła się w język. Było już ciemno, jutro mieli dojechać do Capitolu i rozpocząć Głodowe Igrzyska, w najlepszym razie zostały jej jakieś dwa tygodnie życia i mnóstwo niedokończonych spraw. Gdy patrzyła na Othara wracały wspomnienia beztroskich dni, plaż, domu, rodziny i przyjaciół. Była gotowa zrobić prawie wszystko by to odzyskać, ale wiedziała, że po powrocie nie byłaby sobą. Gdyby jednak udało jej się wrócić z przyjacielem. Wspominała wcześniejsze Igrzyska z nadzieją, że może udało się kiedyś wrócić dwóm osobą do domu, ale nigdy nic takiego nie miało miejsca. Zapewne gdyby zostało dwóch trybutów, którzy by nie chcieli się zabić organizatorzy nasyłaliby na nich straszne stwory, powodzie, pożary i czekali aż jedno z nich zginie. Musi być jeden zwycięzca- takie są zasady…, ale gdyby nie mieli żadnego zwycięzcy? W jej głowie rodziły się coraz to nowsze pomysły i idee.
-Jak myślisz, co by się stało gdyby Igrzyska nie doczekały się zwycięzcy? Gdyby wszyscy umarli? Pamiętasz Igrzyska, które wygrała Annie? Przecież gdyby ona nie umiała pływać to by nie mieli zwycięzcy, bo wszyscy by się potopili. – Wydawało jej się, że ludziom by się to nie spodobało, a prezydent dba o zdanie mieszkańców stolicy. Uważała, że zabawnie byłoby zrobić im na złość i popełnić samobójstwo. Tylko czy starczyło by jej odwagi?

_________________
Everybody's got a dark side
Will you love me?
Even with my dark side?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Othar


avatar
Liczba postów : 5
Join date : 19/06/2012

PisanieTemat: Re: Przedział Aify   Sro Cze 27, 2012 7:14 pm

Znów wzruszył ramionami, choć wyglądało to co najmniej chamsko. Jakby to nie dotyczyło jego, a jakieś całkiem obcej i nie ważnej osoby. Nie chciał by to tak wyglądało. A jednak, łatwiej było udawać, że to wszystko go nie dotyczy. Udawać, że jutro się obudzi i wszystko będzie dobrze. Nie będzie, nie będzie... Słowo 'nie' brutalnie zabrzmiało mu w uszach, gasząc ostatni promyk nadziei. To już jest koniec. Czuł, że opuszczają go wszelkie siły, drżące ręce zacisnęły się na krawędzi fotela. Byle nie zemdleć... Zawsze można udawać martwego, wymigać się... Tak, na pewno by się udało. Parsknął cicho, z lekką ironią. Wszystko byłoby lepsze niż to. - Najgorsza jest ta presja. Jak przed jakimś wyścigiem, tylko, że gra jest o wiele większą stawkę - wyszeptał, spuszczając smętnie głowę. Ukryć strach, to właśnie chciał zrobić. Z jego gardła dobiegł zduszony ją, który próbował tak usilnie ukryć. Próbował...

/8 lipca wyjeżdżam i nie będzie mnie przez najbliższe dwa tygodnie/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Przedział Aify   

Powrót do góry Go down
 

Przedział Aify

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» London Eye
» Przedział X
» Przedział 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
« Let the Hunger Games begin! » :: we fight, we dare, we end our hunger for justice # :: express Panem :: jedynki, dwójki & czwórki-