IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Salon Dystryktu 12

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Admin

avatar
Liczba postów : 185
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Salon Dystryktu 12   Wto Cze 19, 2012 5:11 pm


















Cichutko otworzyła drzwi od Salonu, wślizgnęła się do środka i dokładnie rozejrzała, jej niebieskie tęczówki spoczęły na stole pełnym jedzenia, czyli to tak wygląda wiedzą że trybuci idą na pewną śmierć dlatego przed zgonem mogą się na jeść? Pokręciła głową tyle smakowitego jedzenia, które z pewnością się zmarnuje a w dwunastce przynajmniej połowa właśnie marzy chodź o kawałku chleba, Phora ruszyła przed siebie i zatrzymała się przy oknie na dość krótką chwilę zamknęła powieki, czuła pewien niepokój z jednej strony wiedziała że idzie na pewną śmierć ale nie odczuwała jakiegoś straszliwego lęku, jedyna o co się bała to że rodzina sobie bez niej nie poradzi, z drugiej strony czuła pewną ekscytacje, ciekawiło ją jak to jest stać na arenie i przyglądać się czyjeś śmierci, czy będzie miała odwagę kogoś zabić? Zabijała nie raz nie dwa, ale były to tylko zwierzęta dzięki którym mogła żyć, nie chciała nikomu odbierać życia, miała nadzieję że pozabijają się na wzajem, Phora nie chciała mieć krwi na rękach, wzdychnęła cicho i usiadła na miękkiej kanapie, dłonią przejechała po jedwabistej kapie, mruknęła coś cicho pod nosem, ciekawiło ją gdzie jest Kenneth nie widziała go już od półtorej godziny, miała nadzieję że u niego wszystko w porządku i że niebawem przyjdzie, liczyła teraz na jego wsparcie, musieli się wspierać nawzajem.
Po cichu podszedł do drzwi, które znajdowały się z tyłu kanapy na której siedziała Phora. Patrzył na nią cicho. Nie wiedział co myśleć. Czy cieszyć się, ze zobaczy kumpla, ze jeśli zginie to rodzice będą mieli pieniądze, czy smucić bo jednak to jego ostatnie chwile i co jeśli będzie musiał oglądać śmierć swojej koleżanki i Othara? Bezszelestnie podszedł do niej i odarł ramiona na kanapie pochylając się nad jej uchem.
-Będzie dobrze-szepnął po czym przeszedł i usiadł.
Popatrzył w jej twarz, w której widać było wyrwanie z zamyślenie.
-Będzie dobrze-powtórzył znowu.
Nie wiedział czemu to mówił, ale chyba sam chciał to usłyszeć i uwierzyć w to. A skoro on chciał to ona na pewno. Pomyślał o tym co się wydarzyło. Widział ten moment, którym zgłaszali się na trybutów, widział jak zapuszczali się na polowania i jak dowiedzieli się o trzynastym dystrykcie i rebeliach, widział telefonowanie do Othara, jego odejście. Potem widział jak wszyscy razem bawili się patykami i zbierali zioła. Czy to było to "całe życie", które pojawia się przed śmiercią?
Objął ręką Phore. Był już bardzo załamany. Potrzebował tego. Oparł głowę na jej ramieniu.
-Sądzisz, że go spotkamy. I czy się ucieszy z tego powodu?- miał tyle pytań na które odpowiedzi nie uzyska.
Słysząc jego aksamitny głos przy czubku głowy Phora mimowolnie się uśmiechnęła, potrzebowała teraz jego bliskości, mieli tylko siebie. Phora powoli zaczęła tęsknić za swoim dystryktem nie wiedziała czy jeszcze kiedyś zobaczy swoich braci i rodziców, czy jeszcze kiedyś będzie miała okazję iść spokojnie pozbierać zioła i się pobawić jak za dawnych dobrych czasów? Zagryzła delikatnie dolną wargę jedyne co teraz wiedziała to tylko to aby się nie załamywać, musiała myśleć pozytywnie, wiedziała również że będzie bronić swoich przyjaciół nawet kosztem własnej śmierci, spojrzała na Kenneth'a chciała mu jakoś dodać otuchy ale nie wiedziała jak, czuła że ręce się jej trzęsą a serce bije mocniej niż zawsze, muszą znaleźć sponsorów i zrobić jak największe wrażenie.
- Tak, masz rację będzie dobrze, głowa do góry, jesteśmy dobrzy, zresztą jesteś silny doskonale dasz sobie radę, ukrywaliśmy się w lesie potrafimy polować znamy się na walce może jesteśmy nawet lepiej przygotowani niż jedynka. - Szepnęła cicho nie chciała mówić zbyt głośno bała się że głos może je zadrzeć, Phore wyciągnęła dłoń w stronę swojego przyjaciela i delikatnie, splątała ich palce i mocno zacisnęła.
- Na pewno go spotkamy, ciekawe czy nas rozpozna, ciekawe czy w ogóle nas jeszcze lubi.. czy o nas pamięta..- Mruknęła cicho, przez ostatnie kilka lat nie mieli ze sobą kontaktu Phore wiedziała tylko tyle że odkąd zamieszkał w czwórce stał się popularny może ma nowych przyjaciół?
- Myślę że się ucieszy. - Odparłam krótko, wolną reką rozczochrałam włosy Kenneth'a.
- Niezależnie od tego co się stanie powinniśmy się trzymać razem. - Uśmiechnęła się delikatnie. Dopiero po chwili doszło do niej że może być taka sytuacja że zostaną ostatni na Arenie i co wtedy? Nie mogłaby skrzywdzić nikogo ze swoich przyjaciół, wolałaby popełnić samobójstwo.
- Damy radę.
Czuł jakby coś zaczęło się dziać. Nie znał odległości, ale wiedział, ze jest coraz bliżej swojego sądu. Słchał cichych i optymistycznych słów najlepszej i najwierniejszej przyjaciółki. Bał się ze będzie musiał jej coś zrobić. Nie mógł jej zranić. Nie przeżyłby tego bólu po jej stracie i przytłaczającego sumienia. Odwzajemnił uchwyt Phory.
-Może nawet kompletnie o nas zapomniał. Podobno sam się zgłosił na ochotnika. Pewnie jest oddany tej trybutce.
Ta poczochrała jego włosy. Zawsze gdy to robiła czył się jak by był jej bratem lub... kimś innym. Kolejny raz wtulił się w nią. Pogłaskał powoli jej włosy. Ręka mu drżała z przerażenia.
-Musimy się trzymać razem-potwierdził jej słowa-Możemy tym zdobyć sponsorów. Tylko pamiętajmy, że gdy tylko miniemy linię startu bierzemy tylko plecaki. Umiemy wykonać broń o prowizorycznym stopniu. Potem komuś ją zabierzemy.
Puścił ją u popatrzył w jej piękne niebieskie oczy. Od tylu lat je widział, a one stały się jeszcze bardziej wspaniałe.
-Nie znanie cię, ale razem możemy uzyskać pomoc. Może....-zamyślił się i pstrykąl palcami-może rozdzielimy się, a potem znajdziemy.
Chciał mieć nadzieję, ale wymykała mu się jak piasek między palcami.
Phora zamyśliła się chwilę nad jego słowami, w końcu też zgłośmy się sami, ułożyła usta w cienką linię, zgłosił na trybutki? Czyli był w niej zakochany? Cudownie. Cieszyła się jego szczęściem chodź tak na prawdę gdzieś w głębi duszy czułam żal, nie był to żal zazdrości tylko jakiegoś porzucenia, czy nie mógł chodź raz do nas zadzwonić? Zresztą to chyba było teraz nie ważne.
- Może jest zakochany, to chyba dobrze że chce jej bronić...?- Mruknęła cicho i uśmiechnęła się w jego kierunku, miał dobry plan musiała to przyznać kiwnęła głową a gdy włosy opadły na jej twarz szybko je odgarnęła.
- Dobra, więc bierzemy plecaki i się rozdzielamy, spotkamy się na pewno.. wierzę w nas. - Odpowiedziała szczerze, opuszkiem palców przejechała po jego policzku, nie wiedziała skąd u niej nagły atak takiej czułości, ale może to ze strachu bała się że go straci, że więcej go nie zobaczy, chciała go zapmiętać, każdy jego ruch, każde słowo i jego uśmiech który zawsze sprawiał że byłam radośniejsza.
- A nasz mentor to chyba się zgubił, zresztą nie ważne wolę posłuchać swojego głosu serca.. - Odparła i przyłożyłam dłoń do jego policzka.
- Jak myślisz jaki kształt przybierze Arena? Oby nie wody.. - Odparła.
Dotyk go pocieszył. Piękny i słodki uśmiech zagościł na jego twarzy. Gdy jakiś kosmyk spadł na twarz dziewczyny on go odgarnął za ucho.
-Może będziemy używać czegoś na zawołanie, jak na polowaniach?-zasugerował ostatnią myśl w sprawie taktyki.
W sumie nawet się nie zastanowił, że brakuje tego schlanego zająca. Wiedział, zę ma problemy i nawet mu współczół, bo pewnie chciał dobrze, ale alkocholizm mu nie pomoże. Nic nie odparł, ale uniusł jedną brew wzdychając.
-NApewno jest zakochany, stracił dla niej głowę, a ona uwarza go za wariata, ze tak się dla niej poświęcił. Ale my musimy dać radę. Jednak jeśli jest wariant, że nie da rady to mam nadzieję, że to nie będzie nasza sprawa
Wysłychał dziewczyny i uśmiechnął się.
-Mam nadzieję, że to będzie las. Można sie tam ukryć i znaleźć pożywienie. Zauważyłem, że to co jakiś czas się powtarza.
Gdy na jego twarzy pojawił się uśmiech Phora również się uśmiechnęła, miał taki śliczny uśmiech, w kącikach jego ust pojawiły się słodkie dołeczki, kiwnęłam głową.
- Tak to świetny pomysł, może aby nadać sygnał będziemy gwiżdzeć albo jeżeli znajdziemy coś metalowego to będziemy w to walić, chodź to drugie może być ryzykowne. - Odparłam cichutko, zamrugałam powiekami i spojrzałam na stół, chwile później znów spojrzałam na Kennetch'a może miał rację, może nasz przyjaciel się zakochał, to było bardzo szlachetne z jego strony że zgłosił się razem ze swoją dziewczyną, każdy z nas zdaje sobie sprawę że idzie na Arenę i nie wiadomo co będzie, może chcieli zginąć razem?
- Też bym go uważała za wariata ale to jest romantyczne, nawet bardzo. - Zaśmiałam się pod nosem i znów złapałam Kennetch'a za rękę i mocno ją ścisnęłam, położyłam się na wersalce a głowę położyłam na jego kolanach.
- Las, byłoby cudownie.. W lesie sobie poradzimy.. - Puściłam mu oczko.
- Poza tym wszędzie sobie poradzimy i wygramy. - Szepnęłam cicho ale bardziej entuzjastycznie.
Było mu dobrze. Wysłuchał wszystkich wypowiedzi. Gdy dziewczyna położyła się na jego kolanach głaskał jej ręke kciukiem i patrzył w jej oczy. Opuszkami odgarnął zosiwe włosy z jej twarzy, które wróciły na nią w chwili położenia się. Było mu dobrze.
-Boje się co będzie jesli zostaniemy tylko my. Nie...-urwał i zaczął szeptać jakby miał płakać-nie dam rady cię skrzywdzić
Spojrzał na nią z wilgotnymi oczami i trochę zjechał z kanapy wsuwając nogi bliżej miekkigo matgeriału. Cały czas patrzył na nią z zamyśloną, ale zaintrygowaną twarzą. Po paru chwilach odważył sisę na jeden gest.
-Masz śliczne oczy-odparł drżącym szeptem.
Nie wiedział jak na to zareaguje, ale był pewny, że może ją to pocieszyć.
Słysząc jego odpowiedź poczuła jakieś dziwne uczucie, jakby ktoś szarpnął za jej żołądek, nie wiedziała co ma myśleć, a jeżeli tak będzie to co ma wtedy robić? Nie może go skrzywdzić, to było nie fair, jedno z nas mogło się zgłosić chociażby Phora, nie bała się śmierci w końcu kiedyś i tak po nią przyjdzie, bała się że będzie musiała wybierać pomiędzy rodziną a przyjacielem, wtedy za pewne by zjadła jakieś jagody albo zabiłaby się. Opuszkiem palców pogłaskała jego policzek zataczając na nim małe kółeczka, czuła się koszmarnie, z drugiej strony cieszyła się że Kenneth jest tutaj z nią, i że może na niego liczyć.
- Wiem że nie dasz rady, ja też nie dam rady, rozumiesz? zresztą nie myślmy o tym.. co będzie to będzie..- Podniosła jedną brew i poczuła jak do oczu napłynęły jej łzy, nie chciała płakać nie teraz nie mogła tak po prostu się rozbeczeć jak małe dziecko, ale nie miała się czego wstydzić, uwolniła kilka łez które spłynęły jej po policzku, jego kolejne słowa sprawiły że na policzkach Phory pojawiły się dwa szkarłatne rumieńce, zamrugała powiekami i uśmiechnęła się szeroko.
- Dziękuje. - Szepnęła.
- Ty masz za to piękny uśmiech. - Zagryzła delikatnie dolną wargę i spojrzała na Kennetch'a.
Nie chciał jej załamać. Czuł się trochę winny. JEdnak na jej wypowiedź nic nie odparł. Nie miał nic już do powiedzenia. Otarł jej łzy swoim rękawem. Po chwili delikatnie ją podniósł i przysuną się. Owinął ją rękoma i oparłdłowę na jej plecach. Delikatnie pocierał jej ramiona. Był szczęśliwy, że może być z nią. Jego oczy wypuściły jedną lub dwie łzy, które szybko wytarł bo nie chciał by dziewczyna poczuła wodę na plecach.
-Myślisz, że dadzą nam taryfę ulgową? W sensie, że może sponsorzy się zlitują i przyślą nam coś.
Pomyślał jeszcze chwilę i dopiero dał odpowiedź na fakt Phory.
-Jeśli byś chciała w jakikolwiek sposób uniknąć wtedy walki to ja bym też się zabił! Nie mieli by wtedy zwycięzcy, a rebelia miałyby jakieś wydarzenie!
Phora przysunęła się bliżej, chciała być jak najbliżej niego, chciała czuć jego ciepło które ją uspakajało, ułożyła usta w cienką linię i cichutko zachlipała, jeden jedyny raz nie chciała na razie płakać, palcem przejechała po jego szyi.
- Oczywiście że tak, na czy się nie wiem, trzeba by było im pokazać coś co by zaparło im dech w piersiach, coś co by ich zamurowało.. wtedy na pewno sponsorzy by się znaleźli, wtedy z pewnością wysyłali by nam lekarstwo albo coś do jedzenia. - Odparła cichutko, i poklepała go po plecach, przyłożyła głowę do jego ramienia, słysząc jego odpowiedź pokręciła głową.
- Nie ! Niema mowy, nie .. nie i jeszcze raz nie, rozumiesz. Nawet tak nie myśl, nie możesz, rozumiesz. Masz przed sobą przyszłość i nie możesz nie, zwyciężysz rozumiesz, jesteś silny i to ci pomoże wytrwać. - Jej ręka zadrżała a serce przyśpieszyło.
- Oni to robią specjalnie, chcą żebyśmy tak myśleli, żebyśmy byli zdesperowani żebyśmy się poddali zanim wkroczymy na Arenę, a my się nie poddamy rozumiesz? - Styknęła się z nim czołem i wpatrywała w jego oczy, czekała na jakąkolwiek reakcję, w głowie miała plan, nie da mu zginąć.
Poczuł ciepło. Nigdy nie było mu tak dobrze. Jednak nie uśmiechnął się.
-Może...-zawahał się-Może masz rację. Może lepiej też o tym nie myśleć!
Był trochę zdołowany. Spojrzał na twarz dziewczyny zbliżoną ku niemu. Otarł jeszcze ostatnie łzy, które wypłynęły. Chwycił ją delikatnie na dół głowy i obniżył ją. Jego wargi delikatnie dotknęły jej czoła, a jego oczy zamknęły się na moment.
-To myślisz, że w co nas ubiorą? - zasugerował nowy temat byle nie sprzeczać się z dziewczyną, będącą dla niego jak rodzeństwo, którego nigdy nie miał. Potarł rękom jej policzka, a następnie złapał ją za te zimne ręce. Patrzył na nią wyczekując odpowiedzi.
Podniosła jedną brew ku górze, Phore ucieszyła się że nie będą już mówić o Igrzyskach, póki co chciała myśleć o tej lepszej stronie, czyli ubrania jedzenie publiczność, podniosła kącik ust gdy poczuła jego gorące wargi przy swoim czole, poczuła się lepiej znacznie lepiej. Próbowała wyrzucić jej z siebie te złe myśli oraz negatywne emocje, chciała aby przez te ostatnie dni na ich twarzach widniał uśmiech.
- Nie mam pojęcia, oby nie w stroje górnicze bo tym nic nie zawojujemy, to musi być coś ekscytującego, może jakaś sukienka z jakiegoś zwierzęcia, albo wystrzałowa bluzka która się iskrzy a na koniec wylatują sztuczne ognie, bardzo fajnie by to wyglądało. - Odparła zadowolona. Czuła jego ciepło na dłoniach w głowie w ciele, zaśmiała się głośno.
- Jakie wydarzenie sprzed lat utkwiło ci w pamięci?- Zagadnęła.
Słuchał dziewczyny i jej pomysłów na strój. Nic nie mówił, lecz uśmiechał się kącikiem ust. Nie znał się na ciuchach i modzie więc tylko próbował sobie wyobrazić to co sugerowała dziewczyna. Gdy Phore zapytała go o wydarzenia wstał powoli. Kucnął i udawał, że coś zrywa. Za chwilę dziecięcym głosikiem spytał:
-Phore, co to jest za zioło?
Wyglądało to trochę zabawni więc od razu zaczął się śmieć. Z powrotem usiadł na kanapę i chwycił jakieś ciastko lub bułkę. Prawie nie chętnie wziął kęs i powoli żuł. Gdy przełknął pokarm spytał jej:
-A dla ciebie?
Dla Phore wyobrażenie o jakiś lepszych strojach było marzeniem, praktycznie w jej garderobie znajdowały się może trzy sukienki które matka szyła jej na każde urodziny, para spodni i trzy bluzki, Phore mogła tylko marzyć o jakiś strojach z Capitolu a teraz gdy jest bliska śmierci może w końcu dostanie coś porządnego. Widząc jak Kennet'h kuca mimowolnie się uśmiechnęła,doskonale pamiętała ową scenę, wtedy był jeszcze z nimi Othar który również nie za bardzo znał się na ziołach, pamiętała jak Kenneth zerwał trujący bluszcz który po spróbowaniu parażliował ofiarę a potem w mękach umierała, w sumie osoba po zdjedzeniu bluszczu sama błagała o śmierć, podobno ból jest tak duży że ludzie szaleją.
- Pamiętam to, pamiętam jak rzuciłam się na ciebie wyrywając kawałek chaszczu, myślałam że umrzesz, przestraszyłam się! - Krzyknęła dokładnie oddając scenę.
- Moim najlepszym wspomnieniem jest to gdy we trójkę udawaliśmy że stoimy na Arenie i jak przysięgaliśmy że nie opuścimy się aż do śmierci, wyglądało to jak scena z jakiegoś ślubu, a najgorszym wspomnieniem jest chyba opuszczenie dystryktu przez Othara, płakałam wtedy jak głupia, na szczęscie zostałeś ty. - Posłała mu jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
- Ohh, pamiętam też jak moja rodzina przymierała z głodu a ty wtedy podarowałeś nam owoce, nigdy ci tego nie zapomnę. - Odparła cicho zagryzając dolną wargę, Kenneth pomagał jej we wszystkim a ona nie mogła mu nic dać oprócz paru ziół.
Śmiał się jak wariat. Pamiętał wszystko. A potem umilkł i spoważniał.
-Ty też mi pomagałaś! Ten bluszcz i inne zioła, albo jak borsuk mnie zaatakował!-uśmiechnął się.
W tym momencie przypomniały mu się owoce i warzywa ze sklepu rodziców. Smak soczystych pomidorów i zapach świeżych jabłek. Ta adrenalina pod czas ucieczek i przemycania produktów dla Phore. Albo ten ślub. To było coś. Jednak to było zapoczątkowane głównie przez Phore. Byli zawsze razem i będą. Czuł się przy niej rozluźniony, jak z nikim innym. Położył się na kanapę obejmując Phore i zaczął cicho śpiewać pewną starą piosenkę- We are young idealnie dopasowującą się do chwili.
Phore uwielbiała śmiech Kennetcha był taki czysty oraz nie wymuszony, tak na prawdę tylko na niego mogła zawsze liczyć, mogła mu opowiedzieć o wszystkim o problemach z rodzicami o to że ciągle się kłócą, dokładnie pamiętała ich pierwszą rozmowę na temat pewnego chłopaka którym Phore była zauroczona. Uśmiechnęła się szeroko gdy wspomniał o borsuku, nigdy tego nie zapomni, jak mały bydlak rzucił się na niego, borsuk był pierwszym zwierzęciem którego zamordowała.
- Pomagaliśmy sobie nawzajem, może to jakieś przeznaczenie? - Spytała szeptem nadal się śmiejąc, nigdy nie wierzyła w takie bzdury. Gdy położył się na kanapie, wpatrywała się w jego lewy bok, opuszkiem palców przejechała po jego policzku a potem po kącikach ust, gdy zaczął spiewać zdziwiła się nigdy tego nie robił, przyłożyła głowę do jego klatki piersiowej i wsłuchiwała się w bicie jego serca.
- Uwielbiam tą piosenkę. - Szepnęła.
- Mam nadzieje że zawsze będzie tak.. - Odparła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://old-let-the-games-be.forums2u.com
 

Salon Dystryktu 12

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
« Let the Hunger Games begin! » :: we fight, we dare, we end our hunger for justice # :: express Panem :: siódemki, jedenastki & dwunastki-